‚Mortal Kombat’ – czyli projekt wykonawczy w wersji dla ludzi

Jak słusznie większość z mieszkańców zauważyła, są pewne różnice pomiędzy pierwotnym projektem w inicjatywie, a tym co jest realizowane. Na wstępie warto zaznaczyć, że tego rodzaju różnice są dość powszechne przy realizacji projektów w ramach Budżetu Obywatelskiego. Czasem są one znaczące, a czasem niewielkie. W historii Budżetu Partycypacyjnego/Obywatelskiego znane są przykłady dramatycznych zmian, które wręcz negowały sens projektów i doprowadzały autorów inicjatyw na skraj wykończenia nerwowego, gdy urzędy chciały „lepiej” (albo wcale!). Na szczęście w naszym przypadku współpraca z urzędem dzielnicy była bardzo dobra, a projekt jest realizowany przez Dom Development, na bazie projektu wykonawczego firmy projektującej zieleń całego naszego osiedla. Projekt wykonawczy był konsultowany, ale kluczowe elementy jak np. miejsca posadowienia drzew i zasięg nasadzeń nie podlegały negocjacjom ze względu na ograniczenia techniczne.

Inicjatywa otrzymała 1731 głosów i to najlepiej świadczy o jej zasięgu oraz znaczeniu dla lokalnej społeczności.

Do realizacji nie doszłoby również gdyby nie zaangażowanie radnej Izabeli Rychter, która w wielu kwestiach bardzo mi pomogła i była swoistym łącznikiem z urzędem i jego strukturami. Wytatuujcie sobie to imię i nazwisko na prawym ręku na wypadek gdybyście kiedyś szli na wybory samorządowe na Żoliborzu i mieli kiepską pamięć! 🙂

Nasz burmistrz Paweł Michalec też miał swój wkład i dzięki niemu doszło do porozumienia z Dom Development w kwestii projektu i wykonania. Jemu zawdzięczamy spory upgrade roślinności, a zwłaszcza gatunku drzew. DD też się wykazało chęcią podjęcia zmiany, wzięciem na siebie całego projektu i np. zastąpieniem trawy z siewu – trawnikiem z rolki (to nie są tanie rzeczy), to była spora niespodzianka.

Nie bez znaczenia było wsparcie Rady Osiedla Wspólnoty K. Jędrusik 5-7-9, zarządcy tej wspólnoty firmy Admus Sp. z o.o. oraz firmy konserwującej nasze budynki Moosen Sp. z o.o.

O inicjatywie na profilu „Warszawa Bez Smogu”

„To przykład współpracy lokalnej na niespotykaną skalę, gdzie władze dzielnicy otwarcie podeszły do tematu, deweloper zweryfikował wcześniejszy projekt ulicy i wykonał profesjonalnie nowy, architektonicznie spójny z całym osiedlem, lokalna wspólnota podjęła działania opiekuńcze nad nasadzeniami, mieszkańcy zagłosowali i w tym wszystkim uwzględnione zostały postulaty autora […]”

Czytając ten artykuł być może odczujecie lekko defensywny wydźwięk – nic bardziej mylnego, miliony razy obracałem w głowie różne rzeczy, które można zrobić inaczej, poprawić, które mi się nie podobają lub nie pasują. Nie zliczę ile razy miałem przemyślenia, że „Kurczak, tak być nie może, nie tak było w moim projekcie!” albo „1731 osób liczy na mnie, nie mogę zawieść ich zaufania!”. Równolegle polemizowałem z argumentami wielu stron, rozmowy, dyskusje, argumenty, beton (dosłownie) – i powtórz razy 100.

Po tym wszystkim piszę to z pełną odpowiedzialnością: jest dobrze, lepiej się nie dało. I jestem spokojny, bo na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć ludzi, których znam i przeszli tę drogę finiszując z czymś co można określić jako „efekt oczekiwany” i „założenia zrealizowano”. Ta inicjatywa trwa już prawie 2 lata. Owszem są ludzie, którzy pracują nad podobnymi inicjatywami dużo-dużo dłużej np. aktywistka z „Zieleń zamiast betonu” na Mokotowie, czy ekipa z „SOS dla podwórek na Muranowie”, są też ludzie ze „Stowarzyszenia Plac Niemena”, „Sąsiedzi z Artystycznego”, itd. Warto też wspomnieć opcje ‚level-hard’ jak „Ścieżka do lasku na kole” oraz zupełny hard-core „Warszawa Bez Smogu” (część „Polski Alarm Smogowy”), ekipa która na pewno udowodniła tysiąc razy większą wytrwałość niż ja, całymi latami realizując racjonalne i ekstremalnie potrzebne działania, które często mają tak duże znaczenie, że efekty zobaczymy i odczujemy w następnych pokoleniach – SZCZEGÓLNIE boleśnie jeśli im się NIE uda.

Specjalnie podlinkowałem te wszystkie profile inicjatyw, bo musicie je wszystkie wyklikać, polubić na FB. Tylko wtedy z czystym sumieniem możecie czytać dalej. SERIO.

Tak na prawdę to co widzimy to jest efekt pracy całego sztabu ludzi, którego nawet nie jestem w stanie w całości wymienić. Mam tutaj też na myśli pracę w postaci promocji, dyskusji i zaangażowania w mediach społecznościowych, grupach osiedlowych i w terenie. Pisania do mnie pytań, prywatnych wiadomości, dodatkowych materiałów (jeszcze raz dzięki Czarek za fotoortomapę).

Nie zapominajmy o ekipie budowlanej, która fizycznie wykopała te niecki, wykonała obramowania, wierciła, łupała, przewalała gruz, ziemie, itd. Dzięki! Podobnie z ekipą od zieleni, która sadziła rośliny – dzięki! – firma Naturovita Sp. z o.o.

Osobne podziękowania dla Pani Anny Gołębiewskiej z Dom Development – pełen profesjonalizm i komunikacja na każdym etapie realizacji.

Cele

Zależało mi na osiągnięciu określonych celów i zostały one spełnione (niektóre rzecz jasna jak to wszystko podrośnie):

(a) zmniejszyć odczuwalną temperatury w czasie upałów, czyli przeciwdziałanie zjawisku tzw. „miejskiej wyspy ciepła”,
(b) poprawić retencję, co zapobiegnie podtapianiu ulicy i zmniejszy skutki suszy,
(c) zredukować hałas,
(d) poprawić jakość powietrza,
(e) podwyższyć jakości życia mieszkańców przez zapewnienie kontaktu z zielenią,
(f) uczynić ulicę bardziej przyjazną dla pieszych,
(g) zapewnić ptakom miejsce do życia obok ludzi.

O wszystkim tym można przeczytać w archiwalnych artykułach na tej stronie:

Jak zawsze, z perspektywy czasu łatwo jest „być mądrym”, ale prawda jest taka że mój pierwotny projekt był dość naiwny i „wypasiony”, w tym sensie że założyłem, iż plany instalacji dostępne w internecie odpowiadają rzeczywistości co do centymetra, a najlepszym wypełnieniem przestrzeni jest maksimum drzew i DUŻO krzewów. Niestety – w życiu nie jest łatwo i szybko okazało się, że nawet najbardziej zagorzały amator to dalej amator i nie da się zrobić kursu urbanistyki i zieleni w mieście w kilka tygodni. Trzeba iść na kompromisy i sam specjalista od zieleni (pozdrawiam i dziękuję ZielonyŻoliborz) do konsultacji, choćby i najlepszy (tutaj bezdyskusyjnie!) to jeszcze nie wszystko, aby upchnąć „dżunglę” w mieście.

Dodatkowo, poza małą architekturą (która była ujęta w pierwotnym planie) w dobrej przestrzeni konieczne są odpowiednie ciągi piesze, obramowania od jezdni, minimalne odległości i spójność z kompozycją architektoniczną otoczenia, a wszystko musi spełniać pokręcone przepisy i wymogi. Zwróćcie uwagę, że w moim pierwotnym projekcie wielu z tych elementów brakuje i gdyby został zrealizowany „dosłownie” to mielibyśmy skoki przez krzaki, problemy z dojściem do samochodów, przejściem, widocznością na drodze, wysiadaniem z samochodu na jezdni, legalnością tej „amatorki”, itd. itp.

Dodatkowy aspekt, o którym należy pamiętać to jakość i rodzaj roślinności. Pierwszą i najważniejszą różnicą jest gatunek drzew, które ostatecznie wylądowały na ul. Jędrusik. W moim skromnym projekcie klon pospolity ‚globosum’ (11 szt.) to drzewo tanie, rodzimy gatunek, wybrany ze względu na dużą zdolność przetrwania, rozłożystą koronę dającą cień. Zamiast drzew po taniości dostajemy platany „Alpen’s Globe” (10 szt.) – drzewa o wiele wyrazistsze, równie trwałe, ale okazalsze, szybciej rosnące i 3 razy droższe. Zmiany nastąpiły także w krzewach – zamiast porzeczki (znowu po „taniości”) mamy „kompatybilne” z resztą osiedla hortensje i to w dość sporej wielkości sadzonek. Irga pozioma i błyszcząca są, nie ma lingustru, ale za to jest forsycja, która pięknie kwitnie. Kolejny element to trawa – ze względu na przebiegające instalacje jest jej (niestety) więcej niż pierwotnie miało być – ale zamiast z siewu, jest z rolki – dzięki czemu nie ma ruletki czy cokolwiek wyrośnie oraz ryzyka „klepiska” (przynajmniej na razie).

Dlaczego nad instalacjami jest trawa skoro i tak tam kopali koparką? Odpowiedź jest bardzo prosta – rośliny w miarę wzrostu wypuszczają korzenie i według niektórych specjalistów to może uszkodzić instalacje. Szkoły w tej kwestii są dwie, jak również jest wiele metod zapobiegawczych – nie mi to oceniać, ale to jest przede wszystkim główny powód, że drzewa są odsunięte od krawędzi jezdni – aby nie rosły na instalacjach (oraz nie zasłaniały widoczności).

Niestety zabrakło wyłożenia dróg pożarowych netlonem lub kostką betonową z otworami i trawą – okazało się to kosztowo nierealne w przewidzianym budżecie, a dodatkowo pojawiły się kwestie dot. utrzymania. U nas na osiedlu drogi pożarowe wykonane są tej technologii, ale są regularnie koszone i zadbane. Na skalę całej dzielnicy trudno oczekiwać takiego poziomu utrzymania przy ulicy.

Kwestie kosztów utrzymania to także coś, co często umyka naszym „fejsbukowym ekspertom” – skupiamy się na warstwie wizualnej, ale niestety utrzymanie zieleni kosztuje. Krzewy trzeba przycinać, wygrabiać liście, drzewa przycinać, trawę kosić (przez upały rzadko, ale jednak kiedyś trzeba). Utrzymanie trwa nie tylko w okresie wegetacji, ale także w zimie – wspomniane drogi pożarowe wymagałyby np. specjalnego odśnieżania. Do tego dochodzą kwestie np. posypywania ulicy i chodników solą, co raczej tej trawie w netlonie by nie pomogło.

Spróbuję poniżej omówić każdy z „fragmentów” ulicy, aby przybliżyć jakkolwiek dyskusje, które były toczone na przestrzeni kilku miesięcy w tym ekstremalnie wielostronnym dialogu. Ciężko mi jest to teraz wszystko zebrać z pamięci, zwłaszcza, że sam proces był dość dramatyczny i były momenty tzw. „wóz albo przewóz”, kiedy trzeba było po prostu iść do przodu, bo alternatywą było, że zwyczajnie inicjatywy nie uda się zrealizować i beton zostanie. W takich sytuacjach człowiek nie ma już pola do ultimatów i wykłócania się o płotki ZOM, przesunięcie ławki o metr w lewo, itp., pewne rzeczy trzeba odpuścić dla dobra i powodzenia realizacji całości. Zwłaszcza w tak świadomej i zorganizowanej społeczności mieszkańców jak nasza, kiedy można liczyć na ludzką dobroć, kulturę i poszanowanie przestrzeni.

W końcu miarą cywilizacji jest stosunek do przyrody …

Zmiany w doborze roślin

  • Platan „Alpen’s Globe” (zwany również Platanem Klonolistnym, łac. Platanus hispanica ‚Alphen’s Globe’ lub Platanus acerifolia ‚Alphen`s Globe’ – ze względu na kształt liści pojawiają się komentarze, że to są jednak klony pospolite 😉 otóż nie, zapewniam Was to nie są klony pospolite)
  • Hortensja Limetime
  • Forsycja Goldentimes
  • Irga pozioma
  • Irga błyszcząca

Skąd te zmiany? W całości zdałem się na wyczucie i profesjonalizm projektantki. To jest coś z czym trudno się dyskutuje, bo temat jest mi obcy. Patrząc na nasze patia i zieleń na osiedlu bardzo trudno mi sobie wyobrazić, że zrobiłbym to lepiej. Przyjąłem całość upewniając się tylko co do wytrzymałości na wysokie temperatury. Oczywiście też przyjdzie nam chwilę poczekać, aż to wszystko urośnie – ale większość tych roślin znamy już z osiedla, więc efekt jest przewidywalny.

„Miało być” vs. „jest”

Przed budynkiem K. Jędrusik nr 5 miało być:

Jest:

Jak już wyjaśniałem w jednym z postów na FB: największa różnica to pozostawiony fragment „betonozy” przed bud. nr 5. Ubolewam, że nie udało się dociągnąć tam zieleni do końca, ale w tym miejscu są rozejścia łączy energii, telekomunikacji, kanalizacji i przyłączy wodociągowych (zał. rysunek). W pierwotnym projekcie założyłem, że jest tam wystarczająco dużo miejsca, aby wcisnąć jeszcze jedno drzewo i wykop „pomiędzy” te instalacje – niestety w praktyce kopanie tam okazało się zbyt ryzykowne – naprawa przypadkowego uszkodzenia tej całej infrastruktury łopatą koparki szła by w miliony złotych i spowodowałaby przerwę w dostawach wszystkich mediów. Żaden wykonawca w tej cenie nie podjąłby się tak ryzykownych prac, dlatego ten fragment jest nie co uboższy.

Ze zmian pozytywnych warto wymienić stojaki na rowery, które pierwotnie nie były przewidziane w tym konkretnym miejscu – jednak ich funkcja tutaj jest słusznym pomysłem, ze względu na bliskość wejścia do budynku. W taki oto sposób ilość stojaków i lokalizacja jest lepiej wyważona, bo każdy budynek otrzymał komplet.

Przed budynkiem K. Jędrusik nr 7 miało być:

Jest:

Tutaj zadziało się sporo – zwłaszcza w zakresie funkcjonalnym – zapewniono wygodne przejścia, chodniki, obrzeża. Nasz ‚stary’ klon otrzymał znacznie ciekawszy kolorystycznie zestaw roślin okrywowych. Na narożniku przy przejściu dla pieszych udało się umiejscowić platan, także część obok drogi pożarowej jest bogatsza – bo mamy dwa drzewa, a nie jedno. Lokalizacja stojaków rowerowych jest inna – można polemizować czy lepsza – u mnie ideą było umieszczenie ich na przeciw piekarni SPC i sklepu Organic – aby ludzie mogli „skoczyć po bułki” i przypiąć rower niemal pod sklepem. Jednakże zaburza to komunikację pieszą, wnoszenie dostaw do tych sklepów z ulicy i dojście do zatoczek parkingowych. W propozycji wykonawczej jest jasny podział stref użytkowych i stojaki jakoby „mają swoje miejsce”. Moim zdaniem ogólnie na plus.

Przed budynkiem K. Jędrusik nr 9 miało być:

Jest:

W tym fragmencie również zaszły spore zmiany. Na plus – magicznie zmieściły się 3 drzewa zamiast 2, rowery znowu są lepiej ulokowane i jest normalne dojście do zatoczki. Przejście jest na tyle spore, że niestety mieści się tam samochód, co skutkuje zastawianiem i to mogą niektórzy krytykować, ale warto brać pod uwagę, że ono nie jest szerokie przypadkiem – to jest jedyna droga do całej ściany lokali użytkowych od tej strony budynku, więc umożliwia to swobodne przejście z wózkiem towarowym od ulicy do budynku. Łatwiej też mają piesi, aby przeskoczyć na drugą stronę ulicy.

Druga zmiana to trawniczek – niestety powody są zbliżone co w przypadku bud. nr 5 – a najbardziej stojąca na tym trawniczku skrzyneczka (łatwą ją zauważyć). Nie bardzo byli chętni, aby się zbliżyć do tej skrzyneczki z koparką. Generalnie ten „klin” to jest coś, co mógłbym nazwać porażką – bo wiemy jak wyglądał przed „renowacją” i pewnie łatwo jest przewidzieć jak będzie wyglądał za rok czy dwa, zwłaszcza że zachodzą wokół niego też inne zjawiska społeczne. Niestety nic się nie dało z tym zrobić.

Jednakże – dostrzegam w tym również szansę: kwiaty sezonowe z nasion, łąka kwietna, cebulki tulipanów, itp. Prędzej czy później ktoś coś fajnego wymyśli.

Na koniec jeszcze jedna różnica – mój projekt w opisie zawierał wygrodzenia słupkami ZOM całej roślinności na pełnej długości od ulicy. Niestety to jest drogie i był opór w negocjacjach.

Jest nadzieja w akcji społecznej dot. dodatkowych wygrodzeń, która zawiązała się wśród mieszkańców (trzymam kciuki Norbert, Krzysiek, Iza & co.). Chciałbym także podziękować naszemu konserwatorowi za ogarnięcie tymczasowych palików i jednocześnie poprosić – jak byście zauważyli, że któryś „wypadnie” i leży, to aby go bez krępacji wcisnąć ponownie. Podobnie tabliczki „Szanuj zieleń”.

Podsumowanie

Cele które sobie założyłem zostały spełnione. Lokalna społeczność zaktywizowana w kosmos, współpraca wszystkich ze wszystkimi rozkręcona na pełne obroty. Sam ze sobą jestem pogodzony. Może mogłem zarwać parę nocek więcej, pogadać jeszcze z setką urzędników, odwiedzić jeszcze parę razy burmistrza (o ile by mnie wpuścili do budynku), pomęczyć bardziej DD, podokuczać jeszcze trochę architektom, którzy zaprojektowali tę „betonozę” (pozdrawiam Mąka Sojka Architekci), napisać więcej postów na FB, zrobić lepszą stronę WWW, zrobić trzecie, czwarte lub piąte konsultacje, mogłem dołożyć jeszcze parę stów na wydatki z własnej kieszeni, zrobić więcej konkursów, zrobić więcej petycji, zebrać więcej podpisów, zebrać więcej głosów w BO, więcej działać z innymi „szaleńcami” z osiedla, którzy bawią się w tego typu inicjatywy. Mogłem. Ale skoro się udało, chyba wystarczyło już tego wszystkiego tyle ile było i jest akurat.