Zalana ulica Jędrusik

 

IMGW i m. st. Warszawa raczy nas ostatnio komunikatami alarmowymi dot. burz z gradem i intensywnych opadów deszczu. Jest to jeden ze skutków zmian klimatu – długie okresy susz, a potem bardzo intensywne opady, które nie są w stanie wniknąć w glebę (źródło). Kilka dni temu nad naszym osiedlem przeszła dość spora burza i padało prawie cały dzień. Woda spływała po betonowych powierzchniach i gromadziła się na ulicy, tworząc ogromne kałuże. Studzienki w ulicy nie nadążały. Przejście na drugą stronę ulicy Jędrusik możliwe było jedynie w wysokich kaloszach. Na całej długości ulicy po stronie numerów 5, 7, 9, utworzył się intensywny potok spływającej wody w kierunku Ficowskiego.

 

Fot. Intensywny opad powoduje cieki i kałuże na ul. K. Jędrusik. Cała woda z połaci betonu spływa na ulicę i studzienki nie dają rady. Wodę mogłaby wchłonąć powierzchnia biologicznie czynna i zieleń – ale niestety takich powierzchni brak.

 

Sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej gdyby nasza ulica miała więcej powierzchni biologicznie czynnych. Retencja jest kluczowym zjawiskiem niwelującym tak negatywne zjawiska. Niestety na Jędrusik retencja jest zerowa przez połacie betonu, dlatego mamy do czynienia ze skrajnościami: w upalne dni kumulacja temperatury od nagrzanego betonu i betonowa pustynia, a w trakcie opadów stan bliski podtopieniu ulicy.

 

Nasza dzielnica musi podjąć pilne działania, bo mamy już dwa poważne problemy na Jędrusik:

  • temperaturę
  • podtopienia

 

Władze dzielnicy i Radni powinni dostrzec konieczność zmian i podążania za strategią „Strategią adaptacji do zmian klimatu dla m. st. Warszawy do roku 2030 z perspektywą do roku 2050 – Miejski Plan Adaptacji”, gdzie czytamy:

  • „systemowe podejście do tworzenia elementów zielonej i błękitnej infrastruktury”
  • „właściwą pielęgnację zielonej infrastruktury przed i podczas okresów suchych”
  • „W szczególności należy: wzmocnić rolę zielonej i błękitnej infrastruktury(…)”
  • „zwiększaniu powierzchni terenów zieleni (parków, skwerów, ciągów zieleni, lasów)”
  • „Ponad 25% powierzchni Warszawy znajduje się w obrębie strefy wysokiego zagrożenia termicznego i umiarkowanego zagrożenia hydrologicznego”

 

Takich działań na Żoliborzu jest niewiele i ograniczają się one wyłącznie do parków (np. Park Fosa), a powinny być prowadzone również w tkance miejskiej. Dzielnica może wysuwać argumenty ekonomiczne – ale w dłuższej perspektywie takie „januszowanie” to tylko pogłębianie kosztów i problemu.

Po ostatnich opadach nie trudno bowiem wyobrazić sobie sytuacji, w której jedyna studzienka się blokuje i woda zalewa podziemne garaże i samochody, a ludzie nie mają jak pokonać pieszo ulicy.

 

Fot. Praktyczny przykład jak można zagospodarować przy pomocy zieleni intensywny opad przy ulicy (Portland w Stanie Oregon, źródło).

 

Istnieją tanie i skuteczne rozwiązania zieleni miejskiej wzdłuż ulic, które zarówno niwelują zjawisko miejskiej wyspy ciepła, poprawiają mikroklimat ulicy, a przypadku intensywnych opadów zbierają wodę, która jest magazynowana na okres suszy. Rozwiązania takie powszechnie stosowane są na świecie (Dania, Holandia, USA), a ostatnio również w Polsce (np. w Gdańsku).

 

Przykład mini ogrodu deszczowego przy ulicy – Gdańskie Wody (źródło).

 

Na koniec, cytat ze „Strategii …”:

„(…) niepodjęcie działań adaptujących do zmian klimatu przyczyni się do powstania kosztów zaniechania, czyli kosztów mogących powstać w wyniku przyszłych szkód, które znacząco przewyższą koszty działań adaptacyjnych, zarówno pod względem ekonomicznym, jak i społecznym.”

 

Oraz kilka innych wartych uwagi cytatów od ekspertów:

„Według Kassenberga jednym z największych wyzwań stojących przed włodarzami dużych miast będzie uporanie się z miejskimi wyspami ciepła. To miejsca w obszarach najbardziej zagęszczonej zabudowy, gdzie wysokie temperatury mogą być najbardziej dotkliwe, zwłaszcza nocą.

– Jest tam niewiele terenów zieleni i pokrytych wodą, które mogłyby łagodzić upał. Temperatura osiąga tam najwyższy poziom w dwie-trzy godziny po momencie największego nasłonecznienia w wyniku wypromieniowania z utwardzonej powierzchni i budynków. W centrum może być ona o kilka stopni wyższa niż na obrzeżach. Z wyliczeń dla Warszawy wynika, że umieralność w takiej sytuacji wzrasta średnio o 14 procent. Dla mężczyzn powyżej 70 roku życia ta wartość to nawet 25 procent. – mówi Kassenberg. Przyznaje też, że polskie miasta mogą mieć problem z nawalnymi deszczami. To przez zabetonowanie swojego terenu. Woda jest szybko odprowadzana system kanalizacji i szybko paruje zamiast być pochłaniania przez tereny zieleni i łagodzić lokalnie klimat.” (źródło)

 

„- Powodzie miejskie wiążą się wyłącznie z rozbudową miast – wyjaśnia ekspert. – Przez lata pokutował mit mówiący o tym, że winna jest zmiana klimatu i globalne ocieplenie. Niewiele więc robiono względem poprawy infrastruktury. Tymczasem rzeczywistym problemem jest zagęszczanie zabudowy, tworzenie parkingów, „zabetonowanie” kolejnych terenów miasta. Jeśli dodamy do tego brak lub nieskuteczny system gospodarowania wodą pochodzącą z opadów atmosferycznych, to przy obfitych opadach deszczu, mamy gotowy przepis na powódź miejską […] Jeśli nic się nie zmieni w urbanistyce i planowaniu miejskim, sytuacja będzie się tylko pogarszać – przestrzega prof. Kowalczak. – Poza tym miasta przyciągają burze. Tworzą własny klimat, idealny dla powstawania opadów o większym natężeniu. Generowana przez nie wyższa temperatura i zanieczyszczenia powietrza powodują, że występowanie burz jest znacznie częstsze. Miasta charakteryzują się również wyższymi opadami średnimi w roku – dodaje.” (źródło)